W zeszłym roku czekając na Brzdęk! po polsku od Lucrum Games, zrecenzowaliśmy (dokładniej Kamil z Dominikiem) jego angielską wersję czyli Clank! A nie tak dawno na fali sukcesów podstawki rodzimego Brzdęk!a wspomniane wydawnictwo wypuściło na rynek aż 3 dodatki. Mokra robota, Klątwa mumii oraz Ekspedycje po złoto i pajęczyny, bo o nich mowa, nie uszły naszej uwadze, więc wspólnie postanowiliśmy im się przyjrzeć. Mój tekst przeczytacie w standardowym kolorze, natomiast Kamil swoją opinię wyraża taką czcionką.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deck building. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deck building. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 23 marca 2020
Brzdęk! Mokra robota ; Brzdęk! Klątwa mumii ; Brzdęk! Ekspedycje po złoto i pajęczyny - recenzja dodatków
Etykiety:
Brzdęk!,
Clank!,
deck building,
dodatek,
Expedycje po złoto i pajęczyny,
gra planszowa,
Klątwa Mumii,
Lucrum Games,
Mokra Robota,
recenzja,
Renegade
poniedziałek, 19 listopada 2018
Czarna Bandera - recenzja
Pirackie klimaty w grach planszowych zawsze są mile widziane. Tym bardziej, że akurat dobrych gier o piratach nie ma znowu aż tak wiele. A jeśli połączymy piratów z mechaniką budowania talii, to już w ogóle jestem przezadowolony, bo co w takim połączeniu może pójść źle? A gdy dodatkowo wprowadzono tu pewne twisty, do znanych rozwiązań? To jeszcze lepiej, bo przecież lubię większość wariacji na temat deck buildingu, a ciężko wymyślić tam coś nowego. Z takim nastawieniem siadałem do nowości od wydawnictwa Lucrum Games, czyli Czarnej Bandery (u mnie w wersji angielskiej, czyli Ruthless). Sprawdźmy więc jak spisuje się ta karcianka, autorstwa debiutującego Rolanda MacDonalda i czy faktycznie wszystko poszło tu dobrze.
poniedziałek, 27 sierpnia 2018
Clank! - recenzja
Fani fantastyki wiedzą, że nie zawsze głównym bohaterem bywa silny rycerz, potężny czarodziej, czy bogaty książę. Czasem bowiem zamiast siły i mocy, należy wykazać się sprytem, przebiegłością i lekkim krokiem. Kogo więc należałoby wybrać do zadania polegającego na ukradnięciu z leża smoka cennych artefaktów? Łotrzyka-awanturnika, który dostrzeże wszelkie pułapki, przemknie na paluszkach przez leże goblinów, capnie najdroższy przedmiot i czmychnie migiem na powierzchnie. No chyba że potknie się o coś po drodze i narobi rabanu ;-) W taką postać wcielimy się w grze Clank!, wydanej w oryginale przez studio Renegade, a już niedługo po polsku przez Lucrum Games (jako Brzdęk!). W tej deckbuildingowej przygodzie, włamiemy się do zamku, w którym przechowuje swoje skarby smoczyca Nictotraxian (w skrócie Nicki). Nie będziemy tam jednak sami. Wraz z nami do fortecy wejdzie trzech innych włamywaczy, którzy tak jak my nie spoczną, dopóki nie wyniosą na powierzchnię najcenniejszego artefaktu. Na szali stoi przecież honor złodzieja :-) Na czas pisania recenzji udało mi się namówić do tymczasowego powrotu do pisania Dominika Pietrzaka, który jest wielkim fanem tego tytułu i to on pokrótce opisze dla was zasady rozgrywki i doda krótką opinię na temat gry na końcu recenzji.
piątek, 29 grudnia 2017
Aeon's End - recenzja
„Aeon’s End” to ósma produkcja studia Action Phase Games, która swój debiut zaliczyła w minionym roku, po udanej zbiórce na Kickstarterze. Projekt wsparło blisko 3 tysiące osób co pozwoliło około sześciokrotnie przekroczyć próg ufundowania gry. Po tym jak pierwsza edycja tego kooperacyjnego deckbuilera dotarła do wspierających, w wielu miejscach pojawiły się głosy zachwytu. Jako, że grupa, w której grywam najczęściej, składa się w dużej mierze z wielbicieli kooperacji, to od początku ostrzyłem sobie zęby na ten tytuł. Nim jednak dorwałem swoją kopię, jakieś dobre oferty z rynku wtórnego przeleciały mi przed nosem, a sam Aeon’s End doczekał się w tym roku drugiej edycji z pięknymi poprawionymi grafikami. Nie namyślając się więc długo (jak to zwykle z tymi planszówkowymi zakupami bywa) wyłożyłem kasę i zakupiłem sobie nowiutki sklepowy egzemplarz, od razu z dodatkiem „The Deapths”. Miałem wobec tej gry dość duże oczekiwania i zastanawiałem się czy da radę konkurować z moim ukochanym „Legendary Encounters: An Alien Deckbuilding Game”. Może też chcecie dowiedzieć się czy sprostała wymaganiom i spełniła pokładane w niej nadzieje? Zapraszam do lektury!
czwartek, 2 marca 2017
Vikings Gone Wild - recenzja
Deckbuilding to obecnie jedna z moich ulubionych mechanik wykorzystywanych w grach, choć przyznaję że musiałem do niej "dorosnąć". Od czasów Dominiona budowanie talii stopniowo ewoluowało (sporą zmianą było dokładanie do gier planszy jak w Battalii, Wiertłach, Clanku czy Studium w Szmaragdzie), jednak podstawowe założenia pozostały te same: zagrywasz karty dzięki czemu zdobywasz kolejne karty do ogólnej puli. Genialne w swojej prostocie. Obecnie gier tego typu pojawia się coraz więcej, bardziej lub mniej udanych. Jedną z takich gier jest Vikings Gone Wild, czyli deckbuilder bazujący na grze przeglądarkowej o tej samej nazwie. Oryginalnie gra została wydana przez debiutujące wydawnictwo Lucky Duck Games, natomiast obecnie na wspieram.to (TUTAJ) trwa kampania fundująca polską wersję od GFP gdzie jeszcze przez 3 dni możecie wesprzeć projekt i zdobyć swoją kopię gry wraz z całą masą ekskluzywnych dodatkowych kart. Gra została już dawno ufundowana, ale liczę że odrobina moich przemyśleń wpłynie na wciąż wahające się osoby.
piątek, 16 września 2016
Orleans - recenzja
Orleans - gra autorstwa Reinera Stockhausena, zeszłoroczny kandydat do Kennerspiel des Jahres (swoją drogą dalej uważam że zasługiwał na nagrodę a nie tylko nominację). Wydany oryginalnie przez dlp games. Obecnie zbiera fundusze polskie wydanie na platformie wspieram.to (TUTAJ). Pierwszy raz miałem okazję zagrać w ten tytuł podczas odwiedzin u zaprzyjaźnionych blogerów z Planszówek we dwoje, gdzie gra spodobała mi się na tyle mocno (być może dlatego że moja druga lepsza połówka spuściła w nią łomot naszym kochanym gospodarzom ;-) ), że postanowiłem załatwić sobie egzemplarz recenzencki od Michała z Baldara jeszcze w czasie trwania kampanii, aby sprawdzić czy czasem nie wpadłem w jakiś niepotrzebny zachwyt, a gra nie ma jednak jakichś ukrytych wad niewidocznych podczas pierwszej rozgrywki. Obecnie mam trochę więcej rozgrywek na koncie i mogę wam co nieco opowiedzieć o Orleanie. Zapraszam do lektury.
poniedziałek, 30 maja 2016
Studium w Szmaragdzie
Rok 1882. Ponura końcówka ponurego wieku. Przeszło 700 lat temu, gdy otworzyły się te diabelskie portale, świat powinien się skończyć. To byłoby jednak zbyt łatwe. Wyłoniły się z nich bowiem mroczne kreatury, przedwieczni bogowie sprowadzający na ludzi szaleństwo, którzy z miejsca przejęli władzę nad światem. Ludność poddała się ich rządom, bo cóż innego mogła zrobić w obliczu tej pradawnej, przytłaczającej i niezrozumiałej mocy. Teraz jednak jesteśmy mądrzejsi, wiemy jak działają przedwieczni i ich agenci. Nadszedł czas odwetu za wyrządzone nam krzywdy. Tak współtowarzysze restauracjoniści. Pora odbić nasz świat!
Studium w Szmaragdzie, czyli tytuł będący bohaterem dzisiejszej recenzji, jest planszową adaptacją cenionego i wielokrotnie nagradzanego opowiadania autorstwa Neila Gaimana o tym samym tytule, w którym mitologia Chtulhu miesza się z klimatem rodem z powieści o przygodach Sherlocka Holmesa. Za zaprojektowanie planszowej wersji odpowiada nie kto inny jak Martin Wallace, a jej wydaniem w Polsce zajął się Phalanx. Wcielimy się w niej w członków ruchu oporu przeciwko władzy przedwiecznych (restauracjoniści) lub próbujących ich powstrzymać agentów pradawnej arystokracji (lojaliści). Warto zaznaczyć że jest to już druga edycja gry, która w założeniu miała znacznie uprościć i ulepszyć pierwszą. Zastrzegam jednak, że nie miałem okazji zagrać w oryginalne Study in Emerald (pierwsza edycja jest obecnie raczej dość kiepsko dostępna...), więc moja opinia bazować będzie jedynie na świeżym spojrzeniu na grę, a nie na porównaniu.
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Wiertła, skały, minerały, czyli recenzja gry Super Motherload
Graliście kiedyś na komputerach w Boulder Dash? Gracze nieco starszej daty pewnie tak jak ja zagrywali się w ten tytuł oraz jego klony jeszcze na Atari i Commodore. O dziwo twórcy nie zaprzestali wydawania gier typu "Rock and Diamonds" wraz z pojawieniem się w grach grafiki 3D. Za przykład może posłużyć tutaj flashowa gierka Motherload (w którą możecie zagrać chociażby TUTAJ), która spotkała się z na tyle pozytywnym odbiorem, że doczekała się w 2013 roku kontynuacji zatytułowanej Super Motherload. I jeśli już powoli zastanawiacie się czy do reszty zwariowałem i zaczynam teraz opisywać już nawet gry komputerowe, to już tłumaczę o co chodzi. Mianowicie dwa lata później kanadyjskie wydawnictwo Roxley Games (znane również z wydania Steampunk Rally) postanowiło wydać planszową adaptację tejże właśnie gry. W planszowej wersji zakochali się panowie z wydawnictwa Games Factory Publishing i obecnie walczy ona o swoje ufundowanie na wspieram.to (link do kampanii TUTAJ). Jednak czy grę komputerową, w której jeździmy maszyną wiercącą tunele w pełnej minerałów marsjańskiej ziemi, można przenieść na plansze nie psując płynącej z niej frajdy? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie w poniższej recenzji.
niedziela, 31 stycznia 2016
Battalia: Początek
Świat Battalii zamieszkują cztery potężne frakcje: Zrodzeni w chmurach, Wyspiarze, Płomienni i Niedźwiedzi lud. Pod wodzą swych mistrzów biorą udział w odwiecznej walce o dominację. Pomimo zupełnie różnego pochodzenia i filozofii, potrafią jednak współpracować ze sobą pod jednym dowództwem. Mimo wyrównanych sił być może to do Ciebie uśmiechnie się los, a potężny monument zwany Wyrocznią Słońca, wskaże drogę do ostatecznego zwycięstwa właśnie Twojej armii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

