W Escape Roomach byłem dotychczas kilka razy, więc jakieś tam doświadczenie mam, ale na pewno nie jest to poziom ekspert. ;) Choć czy w tego typu grach liczy się doświadczenie? Pewnie w jakimś stopniu tak, ale nie o to tu chodzi. Rozwiązywanie zagadek, szukanie przedmiotów, łączenie zebranych informacji i to wszystko pod presją czasu, za każdym razem jest dla mnie świetną zabawą. Choć niektóre Pokoje są fajniejsze, w innych wrażenia miałem ciut gorsze, to zawsze wychodziłem z poczuciem dobrze spędzonego czasu. Do tego zgrana paczka przyjaciół, którym także podoba się ta forma rozrywki - czego chcieć więcej? Oj, najchętniej to bywać tam jak najczęściej.
Albo znaleźć substytut. I tu wychodzą nam naprzeciw kieszonkowe wersje Escape Roomu. Przyznam szczerze, że choć miałem dotychczas dwie tego typu pozycje w swojej prywatnej kolekcji, to jeszcze nie miałem okazji tego spróbować, obie gry patrzą na mnie z półki wstydu. Tymczasem dzięki wydawnictwu FoxGames w moje ręce wpadła nowość - Escape Room: Podróż w czasie. Postanowiłem sprawdzić czy emocje, zadania, zagadki zamknięte w niewielkim pudełku, mogą dać podobną frajdę co "duże" Escape Roomy.
